Muzyk czy aktywista?

W wolnym czasie obserwuję Internety. Zawartość, którą konsumuję jest dosyć specyficzna – skupia się głównie na zagadnieniach z teori muzyki, gry na instrumentach, produkcji muzycznej oraz tzw. branży muzycznej. Czasem obserwuję profilę swoich (dawnych?) znajomych internetowych również walczących o dodatkowąparę oczu skierowaną na ich działaność. Algorytm porzuca mi też nowych muzyków… chociaż czasami nie jestem przekonana czy mogę ich nazwać muzykami.

Tak zwani „Kołcze” marketingu muzycznego, mającego zagwaranowaćmi skuces mówią o pewnym reżmie jeżeli chodzi o utrzymianiu swoich social mediów. Postuj tyle i tyle, tu i tu, tego i tego. To o czym piszesz ma być w tykim i takim procencie o tym co tworzysz, a o tyle o tym kim jestś i zaczym obstajesz… tja…

Każdy liczy, że muzyk ma być aktywistą… i to najlepiej w najbardziej durnym i stereotypowym znaczeniu tego słowa. MAMY BYĆ LEWAKAMI. Ja wiadomo jestem czarną owcą… jak zwykle.

Widzę wiele kont muzyków zajmujących się milionem rzeczy… aktywizmem, mówieniem ludziom jak mają żyć, lansem… mało jest w tym najważniejszej rzeczy – muzyki. Ja się zastanawiam… kiedy oni mają na to czas?

Mówię to z mojej perspetywy – muzyka progresywno – metalowego… jednoosobowej kapeli, własnego producenta muzycznego i menedżera. Kiedy oni do CHUJA PANA mają czas na zabawę w aktywiszcza?

Jak wygląda moje życie, jako osobie poświęcanej muzyce. Najpierw 7 godzin dziennie teram na etacie, aby móc mieć siano na przeżycie i dalszy rozwój. Później piszę muzykę oraz ćwiczę. Dużo czasu się uczę… uważam, że muszę. Nie dość, że nie mam formalnego wykształcenia muzycznego (co nawet jest dla mnie zaletą), to jeszcze mam zajęcia dodatkowe – oczywiście wszystko poświęcone muzyce. Wszystko jest jej podporządowane. Nie mam niemalżre czasu na nic innego, co mnie zbytnio nie smuci. Nawet praktycznie wszyscy moi znajomi to trójmiejscy muzycy.

Rodzi mi się pytanie kiedy tak zwani muzycy niezależni udzielający się na internetach mają na to czas? Mają czas na przestrzeganie „reżmiu” postowania i uczestnicwo w gry algorytmów na więcej niż jednej platformie społecznościowej. Jak oni są w stanie poświęcać tak dużo czasu w „kreowaniu wizerunku”, nauce ludzi jak mają żyć, ogranianiu tego wszystkiegio. „Kołecze” prewnie powiedzieli by, że mi nie zależy… ale nie! Moja doba ma zaledwie 24h, z czego przynajmniej 8 poświęcam na sen, a około 7 na pracę zarobkową. Wszystko przy komputerze… tak samo jak kompozycja i miksy. Ćwiczenia też zabierają swoje… A nie tylko muzyką się żyje. Mam sowje relacje w życiu, na których mi zależy. Muszę też czasem odpocząć. Ale nie… leniwa jestem!

A może po porstu zamiast na włsnym wizrunku, łechćacym ego skupiam się na tym aby być jak najlepszym mzuykiem? Chcę osiągnąc w końcu swój potencjał. Czy to nie o to powinno chodzić w tej zabawie? Aby jak najwięcej sobą przedstawiać?

Rozwój tych umiejętności to praca. Czy to źle, że na niej się skupiam?

Ale „kołcze” i tak powiedzą, że za mało się staram… gdybym była „poważna” na poważnie bym brała swoją karierę muzyczną i sprzedawłabym resztki swej duszy grze algorytmów.

A ja to pierdolę…

Bo wolę być nieodkrytym skarbem, niż krzyczącą na internetach kurwą, nie przedstrawiająca sobą nic.

Ilu tych tzw. „muzyków niezależnych” nie pisze swoich tekstów i muzyki? Ilu z nich ma niewielki dorobek w porównaniu do rozgłosu jaki uzyskują? Moim zdaniem to nie tędy droga. Jestem muzykiem… NIE AKTYWISTĄ. Nie moją rolą jest mównie innym jak mają żyć… tym powinni zajmować się ludzie z ogromną wiedzą, a nie kurwy Internetu. A ja kurwą nie jestem. Czasem mi się wydaje, że bardziej tu chodzi o zaspokojenie ego, niż o muzykę.

Smutne ale prawdziwe… takim ludziom dajemy „wygrać wyścig”.

Fajnie by było jakby Kotołak uzyskał sukces. Jednak, jeżeli się to nie stanie… nie będę płakać. Sam fakt rozwoju i tworzenia sprawia mi satysfakcję i na tym chcę przede wszystkim się skupiać. Na tym przede wszystkim powinien skupiać się prawdziwy muzyk, poświęcony swojemu rzemiosłu… a nie na próbach stania się celebrytą.

I tak pierwszą rzeczą zaniedbywaną są właśnie social media. „Kołcze” spytają „Jak śmiesz?”. Odpowiadam: są rzeczy ważne i ważniejsze. Ja to wiem. I wybrałam muzykę i przyjaciół ponad małpowanie na Internetach. Postuje kiedy mam czas i ochotę. Koło wirtualnego chuja latają mi algorytmy. Jarają mnie wizję kolejnych albumów i studia. To dla tego żyję, nie na cyferek na kontach społecznościowych.

Świat byłby piękniejszy gdyby muzyka się liczyła. To wszystko zależy od Was moi mili. Co wybieracie. Na tej podstawie ustalane są algorytmowe gry. Wybierajcie więc mądrze.